Mini serniczki z serem ricotta i pastą sezamową

 Zainspirowany zakupem nowej foremki do muffinek postanowiłem stworzyć coś nowego. 
Prawie każdy na moim miejscu  przygotowałby jakieś mini babeczki. I taki też miałem pomysł. Jednak wierność do smaku sernika przeważyła i tak powstały mini serniczki z sera ricotta z dodatkiem pasty sezamowej i pomarańczy.
 Serniczki są puszyste i wilgotne w środku. Idealnie sprawdzą się podczas rodzinnych przyjęć.

Mini serniczki z serem ricotta i pastą sezamową

Czas przygotowania: 40 min.
Składniki na 12 szt.
Koszt przygotowania: 14,00 zł

SKŁADNIKI na 12 szt. serniczków:
500g sera ricotta
4 łyżeczki pasty sezamowej
6 ciasteczek owsianych typu sasanki
5 łyżeczek cukru pudru
1 opakowanie budyniu śmietankowego ok. 40g
1 jajko
1 pomarańcza
5 łyżeczek kakao
80 ml śmietanki kremówki 30%
maliny i listki melisy do dekoracji
+dodatkowo: forma na muffinki i papilotki

Mini serniczki z serem ricotta i pastą sezamową

PRZYGOTOWANIE mini serniczków:
W foremce na muffinki umieszczamy papilotki. Ciasteczka owsiane drobno kruszymy i wsypujemy do papilotek na ok. 1/5 wysokości.
Do miski przekładamy ser ricotta oraz pastę sezamową i miksujemy. Dodajemy cukier puder, budyń w proszku, startą i drobno posiekaną skórkę z pomarańczy, sok z 1/2 pomarańczy. Całość ponownie miksujemy. Na końcu dodajemy jajko i znów miksujemy na gładką masę.
Masę serową przelewamy do papilotek. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180'C przez 25 min.
Serniczki studzimy. W miedzy czasie przygotowujemy polewę.
W rondelku na małym ogniu podgrzewamy śmietankę z kakao. Nie zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia i energicznie mieszamy, aż polewa będzie gładka i gęsta. W razie potrzeby dosyp więcej kakao.
Przestudzone serniczki dekorujemy polewą czekoladową, malinami i świeżymi listkami melisy.
Smacznego.

Mini serniczki z serem ricotta i pastą sezamową

Pulpeciki z indyka w gniazdach makaronowych

 Jestem wielkim fanem domowych obiadków i kuchni polskiej. Jedną z moich ulubionych potraw są kotlety mielone i wszelkiego rodzaju pulpeciki. Uwielbiam ich smak od dzieciństwa. Zawsze przywołują miłe wspomnienia domu rodzinnego. I właśnie stąd narodził się pomysł na dzisiejsze danie. Pulpeciki z indyka w gniazdach makaronowych zapieczone z serem mozzarella.
 Przepis jest banalnie prosty, ale potrafi zaskoczyć smakiem i formą podania. Jako dodatek możecie zaserwować pieczone warzywa, lekką sałatkę ze świeżych warzyw lub ulubioną surówkę.

Pulpeciki z indyka w gniazdach makaronowych

Czas przygotowania: 45 min.
Składniki na ok. 12 szt.
Koszt przygotowania: 12,00 zł

SKŁADNIKI:
400g mięsa mielonego z indyka
2 gniazda makaronowe
1 mała marchewka
1 jajko
1/2 czerwonej cebuli
3 łyżki startego sera mozzarella
1 ząbek czosnku
natka pietruszki
majeranek
sól, pieprz
oliwa
+ dodatkowo forma na muffinki

Pulpeciki z indyka w gniazdach makaronowych

PRZYGOTOWANIE:
Makaron gotujemy w osolonej wodzie, przecedzamy i przelewamy zimną wodą.
Do miski przekładamy mielone mięso z indyka. Dodajemy startą na małych oczkach marchewkę oraz posiekaną cebulę i czosnek. Wbijamy jedno jajko. Doprawiamy posiekaną natką pietruszki, majerankiem, solą i pieprzem. Farsz wyrabiamy dłonią na jednolitą masę.
Foremkę smarujemy oliwą i wykładamy na dnie i ściankach wcześniej ugotowanym i wystudzonym makaronem. 

Pulpeciki z indyka w gniazdach makaronowych

Z farszu formujemy kuleczki mięsne, które umieszczamy w gniazdach makaronowych. Każdą porcję posypujemy startym serem mozzarella.
Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180'C. Pieczemy przez ok 25 min. Smacznego.

Pulpeciki z indyka w gniazdach makaronowych

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Restauracja MEATing Room mieści się przy ulicy Chłodnej 48 w Warszawie. Z tego co mi wiadomo,  jest to jedyna restauracja w Warszawie, która serwuje dania kuchni afrykańskiej.
Zaproszony z wielką ciekawością odwiedziłem to miejsce, by móc poznać nowe i jak dotąd nieznane mi smaki.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Na pierwszy rzut oka restauracja swoim wystrojem nie zdradza charakteru kuchni i klimatu afrykańskiego. Wystrój lokalu zachowany jest w dość industrialnym klimacie. Jednak taka aranżacja miejsca bardzo przypadła mi do gustu. Niepretensjonalne, nowoczesne i klimatyczne otoczenie. A ty możesz ponieść się doznaniom smakowym i miło spędzić czas na rozmowach przy stole.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Mały minus za muzykę w lokalu. W moim odczuciu była za głośna, a rodzaj serwowanych brzmień był za mocny. Ale to kwestia gusty i  nad tym nie będę się rozwodził, gdyż wygrała ciekawość tego, co za chwilę zaserwuje mi szef kuchni.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Na początek miałem okazję spróbować tego, co w kuchni afrykańskiej dominuje, czyli plantany. W skrócie mączyste banany warzywne.
W formie przystawki smażony plantan z dodatkiem pikantnej salsy pomidorowej (12 PLN) smakował wybornie. I tu pierwsze zaskoczenie, przystawka obroniła się rewelacyjnie.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Drugą przystawką było Moi Moi, pasztet z czerwonej fasoli (14 PLN). Pikantny z dodatkiem ciekawych i aromatycznych ziół. Miłe zaskoczenie starterami pobudziło kubki smakowe i chciałem więcej.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Z dań głównych próbowałem marynowanej wołowiny w nigeryjskich przyprawach z duszoną cebulą i papryką habanero (26 PLN). Również pikantne i charakterne danie. Mięso delikatne i kruche. Wręcz rozpływało się w ustach. Jako dodatek do wołowiny podano mi Jollof rice po senegalsku w sosie pomidorowym z dodatkiem aromatycznych ziół.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Drugim daniem głównym było Maffe, czyli duszona jagnięcina z sosem na bazie orzeszków ziemnych i pomidorów (34 PLN). Smak tego dania był zaskakujący, mięso idealnie przyrządzone. Dla mnie to był hit spośród próbowanych dań. 

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

 Serwowane porcje dań były konkretne i syte, a na mnie czekał jeszcze deser. Zamawiam i kolejne pozytywne zaskoczenie. Próbowałem plantanów na słodko, połączonych z płynną czekoladą i kokosem. Rewelacyjnie zakończyły tę ucztę.

Restauracja afrykańska MEATing Room w Warszawie [RECENZJA]

Podsumowując. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam to miejsce jeśli lubicie otwierać się na nowe doznania smakowe. 
MEATing Room, to kuchnia która zachwyca swoją oryginalnością i niepowtarzalnym klimatem. 
Również z tego miejsca chciałbym podziękować Pani Menadżer, która swoją osobą pozytywnie wpływa na charakter lokalu. Rozmowa z nią była pełna pozytywnej energii. A ja dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy odnoście kuchni i tradycji afrykańskich. Bardzo dziękuję i na pewno jeszcze nie raz Was odwiedzę.

Dzisiejszy wpis zawierał lokowanie produktów restauracji MEATing Room

INSTAGRAM